LECTIO DIVINA
LECTIO DIVINA2
ŚWIADECTWO
KROK DALEJ
GRUPY DZIELENIA
BONUS 😉
Temat tygodnia: JEZUS CHRYSTUS – PAN I ZBAWICIEL. NAWRÓCENIE.
Nawrócenie
W poprzednim tygodniu mówiliśmy o historii zbawienia i o przymierzach, przez które Bóg przygotował naród wybrany na przyjęcie Jego Syna, Chrystusa – Mesjasza.
Po swoim zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu, Jezus zesłał na Apostołów Ducha Świętego, który pomógł im zanieść Dobrą Nowinę aż na krańce świata. W swojej pierwszej przemowie, w dniu Zesłania Ducha Świętego, Piotr Apostoł tak przemówił do zebranych:
Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci (…) Niech więc cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem. Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: «Cóż mamy czynić, bracia?» – zapytali Piotra i pozostałych Apostołów. (Dz 2,22-24.36-37).
Oryginalny tekst grecki nie mówi o „przejęciu się do głębi serca” zebranych tam Żydów, ale w dosłownym tłumaczeniu brzmi to: „Gdy to usłyszeli, byli przeszyci do głębi serca…”
Piotr Goursat, założyciel Wspólnoty Emmanuel, tak skomentował ten tekst w czasie pierwszej sesji Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej w Paray le Monial w 1975 roku:
Słyszymy ciągle o przebitym sercu Jezusa, ale chciałbym wam przypomnieć, że to ma szczególny związek z dniem Pięćdziesiątnicy. Gdy św. Piotr zaczyna przemawiać w mocy Ducha Świętego, mówi: “Tego Jezusa, którego ukrzyżowaliście – którego myśmy ukrzyżowali – uczynił Bóg i Panem i Mesjaszem. Gdy to usłyszeli, ich serca zostały przebite.” I to dlatego jesteśmy tutaj, aby nasze serca zostały przebite, by pokutować, a nie po jakieś powierzchowne nawrócenie. Dlatego jak święty Jan, podążamy do Serca Jezusa, wsłuchani w tajemnice Jego miłości. Jesteśmy tutaj, aby Go słuchać.
Nasze przygotowanie do Pięćdziesiątnicy ma być czasem słuchania Jezusa oraz tego, co On ma każdemu z nas do powiedzenia. Przez Piotra Goursat, Pan wzywa nas do autentycznego nawrócenia, do pozwolenia na to, aby Jego słowa „przeszyły” nasze serca i dokonały w nich głębokiej przemiany. Taka przemiana pozwoli nam przyjąć Jezusa jako Pana i Zbawiciela.
Jezus jest Zbawicielem
Zanim Jezus się narodził, Archanioł Gabriel objawił Józefowi jego imię:
«Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». (Mt 1,20-21)
Po hebrajsku imię Jezus to Joszuah, co w tłumaczeniu znaczy „Bóg zbawia”. Imię, które Jezus nosi, a które zostało Mu nadane przez niebo, wskazuje na to, kim On jest: Jezus jest Zbawicielem – tym, który zbawia swój lud (tzn. każdego z nas) z jego grzechów.
W czasie swoich publicznych wystąpień, szczególnie przez uzdrawianie chorych i uwalnianie od złych duchów, Jezus przynosił ratunek potrzebującym. Św. Łukasz napisał, że cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich. (Łk 6,19). Te liczne cuda i uzdrowienia, które Jezus czynił, były znakami zbawienia, które przynosił. Mało tego! Pan wcale nie skrywał przed naocznymi świadkami zdarzeń tego, że właśnie o zbawienie tutaj chodzi. Daje temu wyraz podczas jednego z pierwszych dokonanych uzdrowień – paralityka, którego przynieśli przyjaciele. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy». (Mk 2,5) Reakcja uczonych w Piśmie była natychmiastowa. Oskarżyli Jezusa, że przypisuje sobie boski atrybut odpuszczania grzechów, czyli popełnia bluźnierstwo. Dał im wtedy taką odpowiedź:
«Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!». On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. (Mk 2,8-12)
Jezus chciał pokazać, że uzdrowienie fizyczne, którego dokonał, jest znakiem o wiele głębszego uzdrowienia – tego, którego dokonuje w ludzkich sercach. Najgorszymi bowiem chorobami, które dotykają ludzi, są ich własne grzechy. On natomiast jest tym, który może od nich uwolnić. Odpuszczając grzechy paralityka, objawiał to, kim naprawdę jest, bo rację mieli uczeni w Piśmie, że tylko Bóg może odpuszczać grzechy. Bóg nie przyszedł na ten świat, by ludzi potępić, ale by miłosiernie się nad nimi pochylić. Jezus powiedział:
«Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników». (Mt 9,12-13)
Jezus jest Zbawicielem, którego zapowiedział Bóg Izraelowi. Nie zbawia On ludzi, jak bohaterowie z filmów katastroficznych albo super herosi, posiadający super moce, wykorzystujący swoje nadzwyczajne zdolności do powstrzymania siły zła. Jezus, uczynione przez nas zło i cały nasz grzech, wziął na siebie. Zapłacił za nie swoją krwią i śmiercią na krzyżu. Oddał swoje życie za nasze. Wszystko po to, by ostatecznie zapanować nad śmiercią przez powstanie z martwych i w ten sposób otworzyć dla nas wieczność. Zaskakujący jest dla nas sposób, w jaki Bóg nas zbawił i jakże daleki od ludzkiej logiki. Po tym, co stało się na Golgocie, Apostołowie mieli problem z „przemeblowaniem” swojego ludzkiego pojmowania spraw i zrozumieniem Bożego myślenia. Dopiero spotkania z Jezusem zmartwychwstałym, a ostatecznie Zesłanie Ducha Świętego, utwierdziły w nich przekonanie, które potem z całą stanowczością zaczęli ogłaszać światu:
On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni. (Dz 4,11-12)
Bardzo dobrze tę prawdę zrozumiał i opisał św. Paweł:
Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. (1Kor 1,18)
Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących. Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan (…) (1Kor 1,21-23)
Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. (1Tm 1,15)
Jezus jest Panem
Pamiętamy przebieg spotkania Jezusa zmartwychwstałego z Apostołami, które miało miejsce wieczorem w dniu Zmartwychwstania w Wieczerniku. Tomasza nie było wtedy w ich gronie. Gdy wrócił, nie potrafił uwierzyć w zmartwychwstanie Jezusa. Zaklinał się:
«Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę.» (J 20,25)
Po ośmiu dniach musiał zmienić zdanie.
Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!» Tomasz Mu odpowiedział: «Pan mój i Bóg mój!» (J 20,27-28)
„Pan mój i Bóg mój!” – to zawołanie Tomasza jest wyznaniem wiary całego Kościoła, który wyznaje w Jezusie swego Boga i Pana.
Ewangelie pokazują nam, w jaki sposób Jezus coraz bardziej, poprzez znaki, cuda i słowa, odsłaniał przed nami swoją boską naturę. Widzieliśmy Go, jak przebacza grzechy paralitykowi. Innym razem mówi do Żydów:
«Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, JA JESTEM» (J 8,58)
Mówiąc o sobie „JA JESTEM”, Jezus wyraźnie nawiązuje do gorejącego krzewu i do spotkania Boga z Mojżeszem na Synaju, gdzie Pan objawił swoje Imię: „Jestem, który jestem”. W imię tego Boga Mojżesz jest posłany z misją do zniewolonego narodu:
«Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was». (Wj 3,14)
Z tego też właśnie powodu Jezus został skazany na śmierć przez Żydów, bo uważał się za Boga. Relacja z Jego procesu nie pozostawia w tym względzie najmniejszych wątpliwości:
A najwyższy kapłan rzekł do Niego: «Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?» Jezus mu odpowiedział: «Tak, Ja Nim jestem. Ale powiadam wam: Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich». Wtedy najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: «Zbluźnił. Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków?».(Mt 26,63-65)
Oto dlaczego Kościół wyznaje, że Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, jest Panem. Zrodzony z Dziewicy Maryi, umarł na krzyżu, a Bóg Ojciec ogłosił Jego chwałę zmartwychwstaniem spośród umarłych. To serce naszej wiary, którą głosi hymn św. Pawła, skierowany do Filipian:
On, istniejąc w postaci Bożej,
nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi.
A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka,
uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci –
i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył
i darował Mu imię ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano
istot niebieskich i ziemskich i podziemnych.
I aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca. (Flp 2,6-11)
Jezus prowadzi nas do Ojca
Liczne są fragmenty, na kartach Nowego Testamentu, ukazujące nam Jezusa jako tego, który jest posłany od Ojca:
Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył. (J 1,18)
«(…) dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał. Ojciec, który Mnie posłał, On dał o Mnie świadectwo.» (J 5, 36b-37)
«Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni.» (J 5,19)
«Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał.» (J 5,23)
Dwukrotnie Jezus z mocą podkreśla, że Jego jedność z Ojcem jest tak ścisła, że patrząc na Niego, widzimy Ojca:
«Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał. A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał.» ( J 12,44-45).
«Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: “Pokaż nam Ojca?” Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie.» (J 14, 9-11)
Jaki obraz Ojca ukazuje nam Jezus? Przede wszystkim obraz Ojca pełnego miłosierdzia. Przeczytajcie znaną przypowieść o synu marnotrawnym (patrz: Łk 15,11-32), którą powinniśmy raczej nazywać przypowieścią o miłosiernym ojcu, bowiem prawdziwym jej bohaterem jest ojciec, który oczekuje powrotu do domu swego zagubionego syna. Gdy go z daleka zobaczył powracającego, uradowany wybiegł mu na spotkanie i nie pozwolił nawet do końca wypowiedzieć formuły przeprosin, którą ten sobie wcześniej przygotował. W mocnym uścisku, przyjął go bezwarunkowo i kazał wyprawić z tej okazji ucztę. Jezus w ten sposób opowiedział nam o miłości miłosiernej swego Ojca do nas – grzeszników. Objawienie Miłosierdzia Bożego osiągnęło swój szczyt na Krzyżu, kiedy zobaczyliśmy, jak bardzo zostaliśmy ukochani. Słowa Jezusa: „Kto mnie zobaczył, zobaczył i Ojca”, na Golgocie odsłaniają całą prawdę o miłości Ojca.
Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (J 3,16)
Bóg nie potępił grzeszników, ale w swoim Miłosierdziu posłał swojego Syna, który ludzkie grzechy wziął na siebie:
On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą. (2 Kor 5,21)
Oto odpowiedź Ojca na nasz grzech: jest nią Miłosierdzie darowane nam w Jezusie.
«Cóż mamy czynić, bracia?» (Dz 2,37)
Tak, Jezus umarł za moje grzechy, a ja mam „stać się w Nim sprawiedliwością Bożą”. Czy nie mam poczucia, że ta prawda w pewien sposób mnie przerasta? Może trochę czuję się, jak słuchacze św. Piotra w dniu Pięćdziesiątnicy i pytam, jak oni: „Co mam czynić? Co teraz powinienem zrobić?” Odpowiedź Piotra była radykalna:
«Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego.» (Dz 2,38)
Św. Piotr wzywa zebrany przed Wieczernikiem tłum do nawrócenia. Jak sam mówi, dar Ducha Świętego będzie tego owocem. Duch Święty może uczynić swe mieszkanie tylko w sercu człowieka, którego życie obierze jednoznacznie kurs na Boga. Jeszcze raz przytoczmy tu słowa Piotra Goursat: „To dlatego jesteśmy tutaj, aby nasze serca zostały przebite, by pokutować, a nie po jakieś powierzchowne nawrócenie.”
Wiara i nawrócenie
Ten punkt naszego przygotowania jest kluczowy. Od niego zależeć będzie to, czy Duch Święty będzie mógł w naszym życiu zadziałać z mocą. Nie da się tematu pokuty i nawrócenia ominąć, czy jakoś nad tym przejść. Rodząca się w sercu wiara zawsze prowadzi do nawrócenia. Każda karta Ewangelii mówi do mnie: „uwierz Bogu i nawróć się, zaufaj Mu i daj się poprowadzić, porzuć swój grzech i powróć do Ojca, a wtedy rozpoczniesz nowe życie.” Pamiętajmy: Miłosierdzie Boże jest wystarczająco „pojemne”, by zatopić w sobie wraki naszych nieprawości i niewierności.
Jeśli naprawdę chcemy żyć Duchem Świętym, musimy wykonać dwa kroki:
Pierwszym jest wyznanie wiary, w którym chodzi o uznanie w Jezusie mojego Pana. Jemu chcę z ufnością oddać moje życie i prawo do kierowania nim. Zgadzam się na to, aby Bóg realizował nadzieje we mnie pokładane. Pan pragnie uczynić mnie częścią, pisanej Jego ręką, historii zbawienia. Mam w niej do odegrania swoją rolę. Bóg potrzebuje jednak na to mojej zgody.
Drugim krokiem jest uznanie w Jezusie mego Zbawcy. Wszystkie moje grzechy już zostały spłacone Jego krwią:
On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości – Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni. (1P 2,24)
Tylko Jezus może odpuścić moje grzechy, „wyzerować” moją przeszłość i dać nowy początek. Dokonuje się to w momencie, kiedy w sakramencie pokuty i pojednania, pozwalam Mu spojrzeć na siebie w prawdzie, jak spojrzał na Piotra, który się Go publicznie kilkakrotnie zaparł. To jest ta przeszywająca serce prawda, że nic nas nie może odłączyć od miłości Chrystusowej (patrz: Rz 8,35), bo On na grzesznika, który do Niego przychodzi, patrzy z miłością i przez Krzyż jedna go ze swoim Miłosiernym Ojcem.
W tym tygodniu postarajmy się o dobrą spowiedź, która niech nie będzie tylko „strzepnięciem z siebie kurzu” od naszej ostatniej spowiedzi, ale poprośmy Ducha Świętego, aby przede wszystkim pokazał nam to, w czym stawiamy opór Bogu. Czasami czegoś bardzo bronimy i mamy obawę, że Pan mógłby chcieć nam to odebrać. Być może to jest nasza duchowa rana, którą On zechce uleczyć, a czego skutkiem jest poczucie „dryfowania” i brak duchowego postępu. Chodzić tu może o nasze ludzkie asekuracje, toksyczne lub niewłaściwe relacje, dziedziny naszego życia, gdzie stawiamy Bogu nasze warunki – sprawy, do których Jezus jeszcze nie został bezwarunkowo zaproszony jako Pan.
Nasze grzechy, choć popełniane osobiście, zawsze mają wymiar społeczny, bo dotykają innych. Nasze wyznanie wiary niech również takim będzie, by służyło wzajemnemu budowaniu się. Piotr, po swoim upadku, został publicznie zapytany przez Pana, czy Go miłuje.
Postarajmy się w tym tygodniu o przygotowanie pisemnie (np. w naszych zeszytach uświęcenia) modlitwy, w której zwracamy się do Jezusa, uznając Go za swojego Zbawiciela i Pana. Nasze domostwa w tym tygodniu, niech zakończą się wspólną modlitwą przyjęcia Jezusa jako Pana i Zbawiciela, którą każdy z nas wobec braci i sióstr osobiście wypowie. Można uczynić to stojąc w kręgu lub w innej formie np. przyklękając przed krzyżem (ikoną). W tej modlitwie nie nakładamy dłoni na osobę modlącą się, gdyż nie jest to modlitwa wstawiennicza, lecz akt wiary i zawierzenia się Jezusowi.
Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia. Wszak mówi Pismo: Żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony. (Rz 10,9-11)
