<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Małe Kroki &#8211; Emmanuel</title>
	<atom:link href="https://www.emmanuel.info.pl/category/male-kroki/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.emmanuel.info.pl</link>
	<description>Wspólnota Emmanuel</description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Feb 2023 14:27:48 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0</generator>

<image>
	<url>https://www.emmanuel.info.pl/wp-content/uploads/2018/02/cropped-ikona-niebieska-square-32x32.jpg</url>
	<title>Małe Kroki &#8211; Emmanuel</title>
	<link>https://www.emmanuel.info.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Krok 6</title>
		<link>https://www.emmanuel.info.pl/krok-6/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wspólnota Emmanuel]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 11 Oct 2017 08:10:33 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Małe Kroki]]></category>
		<guid isPermaLink="false">/?p=11119</guid>

					<description><![CDATA[ Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona (Łk 10, 42)  Powołaniem członków misji Chwalebnego Krzyża jest trwanie z Panem Jezusem w Ogrójcu podczas Jego agonii. Nie idziemy jednak sami, ale to On sam nas zaprasza, tak jak to powiedział apostołom: zostańcie tu i módlcie się. Czasem ktoś pyta: ale co właściwie mam robić? Tak [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong> </strong><em>Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona (</em>Łk 10, 42)</p>
<p><em> </em>Powołaniem członków misji Chwalebnego Krzyża jest trwanie z Panem Jezusem w Ogrójcu podczas Jego agonii. Nie idziemy jednak sami, ale to On sam nas zaprasza, tak jak to powiedział apostołom: <strong><em>zostańcie tu i módlcie się</em></strong>.</p>
<p>Czasem ktoś pyta: ale co właściwie mam robić? Tak bardzo jesteśmy skupieni na działaniu, że trwanie z Nim i &#8220;nic nie robienie&#8221; wydaje się trudne, niemożliwe a może nawet bezowocne. Tak jak apostołowie często jesteśmy znużeni i otępiali, <strong><em>jednej godziny nie mogliście wytrwać</em></strong>  &#8211; powie Pan Jezus, ale jednak się nie zniechęca, nadal się ofiarowuje. Idziemy za Nim aż pod krzyż, pod którym znajdujemy odpowiedzi na wszystkie nasze nawet najskrytsze pytania, albo &#8211; już o nic nie potrzebujemy pytać. Możemy tylko za św. Janem Pawłem II powtórzyć: <strong><em>Miłość mi wszystko wyjaśniła</em></strong>.</p>
<p>Zachęcam do lektury fragmentu Listu <em>Salvifici Doloris</em> &#8211; dobrego rozważania 🙂</p>
<ol start="5">
<li><em>Chociaż w swoim podmiotowym wymiarze, jako fakt osobowy, zamknięty w konkretnym i niepowtarzalnym wnętrzu człowieka, cierpienie wydaje się jakby niewyrażalne oraz nieprzekazywalne — to równocześnie, może nic tak jak ono nie domaga się, w swej właśnie „przedmiotowej rzeczywistości”, podjęcia, refleksji, ujęcia w kształt wyrazistego problemu, postawienia radykalnych pytań i szukania odpowiedzi. Jak widać, nie chodzi tu tylko o opis cierpienia. Są inne kryteria, wykraczające poza sferę opisu, które musimy wprowadzić, kiedy decydujemy się wniknąć w świat ludzkiego cierpienia.</em></li>
</ol>
<p><em>Być może, iż medycyna jako nauka i zarazem sztuka leczenia odsłania na wielkim obszarze cierpień człowieka rejon najbardziej znany, najdokładniej nazwany i stosunkowo najbardziej zrównoważony metodami przeciwdziałania (czyli terapii). Ale przecież jest to tylko jeden rejon. P<u>ełny obszar ludzkiego cierpienia jest o wiele rozleglejszy, bardziej zróżnicowany i wielowymiarowy. </u>Człowiek cierpi na różne sposoby, nie zawsze objęte przez medycynę, w jej nawet najdalszych rozgałęzieniach. Cierpienie jest czymś bardziej jeszcze podstawowym od choroby, bardziej wielorakim, a zarazem głębiej jeszcze osadzonym w całym człowieczeństwie. Jakiś pogląd na tę sprawę daje nam rozróżnienie pomiędzy cierpieniem fizycznym a cierpieniem moralnym. Rozróżnienie to przyjmuje za podstawę dwoisty wymiar ludzkiego bytu, wskazuje na pierwiastek cielesny i duchowy jako bliższy czy też bezpośredni podmiot cierpienia. O ile można do pewnego stopnia używać zamiennie wyrazów „cierpienie” i „ból” — to cierpienie fizyczne zachodzi wówczas, gdy w jakikolwiek sposób „boli ciało”, cierpienie moralne natomiast jest „bólem duszy”. Chodzi zaś o ból natury duchowej, a nie tylko o „psychiczny” wymiar bólu, który towarzyszy cierpieniu zarówno moralnemu, jak i fizycznemu. Rozległość i wielorakość cierpienia moralnego jest z pewnością nie mniejsza niż fizycznego, równocześnie zaś zdaje się ono jakby mniej zidentyfikowane i mniej objęte terapią. </em></p>
<ol start="6">
<li><em>Pismo Święte jest wielką księgą o cierpieniu. Przytoczmy z Ksiąg Starego Testamentu niektóre tylko przykłady sytuacji, które mają znamiona cierpienia, i to przede wszystkim moralnego: niebezpieczeństwo śmierci, śmierci własnych dzieci,zwłaszcza zaś śmierci pierworodnego syna i jedynaka, ale również: bezdzietność; skądinąd: tęsknota za ojczyzną, prześladowanie i wrogość otoczenia, szyderstwo i wyśmiewanie cierpiącego, samotność i opuszczenie; skądinąd: wyrzuty sumienia; i jeszcze: trudność zrozumienia, dlaczego złym dobrze się powodzi, podczas gdy sprawiedliwi doznają cierpień,niewierność i niewdzięczność ze strony przyjaciół i bliskich; wreszcie: nieszczęścia własnego narodu.</em></li>
</ol>
<p><em>Stary Testament, traktując człowieka jako „całość psychofizyczną”, łączy często cierpienia „moralne” z bólem określonych części organizmu: kości, nerek, wątroby (żółci), wnętrzności, serca. Nie da się bowiem zaprzeczyć, że cierpienia moralne miewają również swoją komponentę „fizyczną” (somatyczną), a często odbijają się na stanie całego organizmu.</em></p>
<p><em>Można powiedzieć, że człowiek cierpi wówczas, gdy doznaje jakiegokolwiek zła. Związek pomiędzy jednym a drugim uwydatnia się poprzez słownictwo Starego Testamentu jako tożsamość. Słownictwo to nie posiadało bowiem odrębnego wyrazu na „cierpienie”, wobec czego wszystko, co było cierpieniem, określało jako „zło”. Dopiero język grecki, a wraz z nim Nowy Testament (oraz greckie przekłady Starego), posługuje się czasownikiem „pascw — doznaję&#8230;, odbieram wrażenie, cierpię”, dzięki czemu cierpienie nie jest bezpośrednio utożsamione ze złem (obiektywnym), ale określa ono taką sytuację, w której człowiek doznaje zła, a doznając zła, staje się podmiotem cierpienia. Cierpienie ma charakter równocześnie aktywny i pasywny(od „patior”). Nawet wówczas, gdy człowiek sam zadaje sobie cierpienie, gdy jest jego sprawcą, cierpienie to w swej metafizycznej istocie pozostaje czymś pasywnym.</em></p>
<p><em>Nie znaczy to jednak, ażeby cierpienie w znaczeniu psychologicznym nie było nacechowane specyficzną „aktywnością”. Jest to owa wieloraka i podmiotowo zróżnicowana „aktywność” bólu, smutku, zawodu, przygnębienia czy wręcz rozpaczy — zależnie od intensywności cierpienia, od jego głębi, pośrednio zaś zależnie od całej struktury cierpiącego podmiotu, od jego specyficznej wrażliwości. Pośrodku tego wszystkiego, co stanowi psychologiczny kształt cierpienia, tkwi zawsze jakieś doznanie zła, z powodu którego człowiek cierpi. Tak więc rzeczywistość cierpienia wywołuje pytanie o istotę zła: czym jest zło?  </em></p>
<p><em>cdn…                                                                                                          </em></p>
<p><em>                                                                                                                                             </em></p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Krok 5</title>
		<link>https://www.emmanuel.info.pl/krok-5/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wspólnota Emmanuel]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 Sep 2017 09:03:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Małe Kroki]]></category>
		<guid isPermaLink="false">/?p=10964</guid>

					<description><![CDATA[W nowym roku Wspólnotowym, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, w naszych rozważaniach będziemy często korzystać ze słów, które św. Jan Paweł II powiedział na temat cierpienia w życiu człowieka lub które skierował bezpośrednio do cierpiących. Będziemy je odkrywać stopniowo, i zanim do tego dojdziemy, na początek tekst, który ukazuje proces, jaki dokonał się w świętym papieżu [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W nowym roku Wspólnotowym, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, w naszych rozważaniach będziemy często korzystać ze słów, które św. Jan Paweł II powiedział na temat cierpienia w życiu człowieka lub które skierował bezpośrednio do cierpiących. Będziemy je odkrywać stopniowo, i zanim do tego dojdziemy, na początek tekst, który ukazuje proces, jaki dokonał się w świętym papieżu od jego młodości, a tym samym jak zmieniał się jego stosunek do cierpienia. Być może odnajdziemy się w tych słowach, w każdym razie do tego zachęcam. Z pewnością możemy w jakiś sposób czerpać z doświadczenia Jana Pawła II i uczyć się od niego.</p>
<p id="m_-5999474384558214890"><i>Kiedyś, w rozmowie z Andre Frossardem Jan Paweł II wyznał, że jego stosunek do cierpienia i ludzi chorych na przestrzeni lat ulegał stopniowej przemianie. Przyznał, że przed laty, zwłaszcza w młodości, ludzkie cierpienie bardzo go onieśmielało, nie wiedział jak się zachować, ani co powiedzieć. Wspomina: „Trudno mi było przez pewien czas zbliżać się do cierpiących, gdyż odczuwałem jakby wyrzut, że oni cierpią, podczas gdy ja jestem od tego cierpienia wolny. Prócz tego czułem się skrępowany, uważając, że wszystko, co mogłem im powiedzieć nie ma pokrycia, po prostu dlatego, że to oni cierpią, a nie ja. Ale ten okres onieśmielenia przeszedł, gdy posługi coraz częściej prowadziły do spotkania z cierpiącymi – i to na różne sposoby. Muszę tu dodać, że ten okres dominującego onieśmielenia przeszedł przede wszystkim dlatego, że dopomogli mi w tym sami cierpiący. Spotykając się z nimi przekonywałem się stopniowo, a w końcu przekonałem się definitywnie, że pomiędzy ich cierpieniem jako faktem obiektywnym, a ich własną, osobistą świadomością tegoż cierpienia zachodzą relacje zupełnie nieoczekiwane. Miałem przed sobą człowieka, który stracił wszystko w Powstaniu Warszawskim, sam zaś pozostawał przykuty do łóżka, jako ciężki inwalida. I ten człowiek, zamiast skarżyć się na swój los, mówi mi &lt;Jestem szczęśliwy&gt;. Nawet nie pytałem, dlaczego. Zrozumiałem bez słów, co się musiało dokonać w duszy mojego rozmówcy, jak mógł przebiegać ten proces – a przede wszystkim: Kto mógł go w nim dokonać. Odtąd spotykałem się z cierpiącymi bardzo często, odwiedzając ich po domach, w szpitalach – <b>i często trafiałem na ślady tego samego procesu…”.</b></i></p>
<p>Jan Paweł II okazał się pojętnym uczniem w szkole cierpienia, ale też równie doskonałym nauczycielem. Cierpienie stało się jednym z najważniejszych wątków papieskiego nauczania. Ludzie cierpiący byli też najczęstszymi adresatami jego wystąpień. Już na początku swej posługi zakomunikował całemu światu, że chorzy zajmują szczególne miejsce w jego sercu, a w dzień po wyborze udał się do rzymskiej kliniki Gemelli aby odwiedzić swego chorego przyjaciela, biskupa Andrzeja Marię Deskura. Dziś trudno zliczyć ile na przestrzeni 27 lat pontyfikatu odbyło się spotkań Papieża z chorymi – zarówno podczas oficjalnych uroczystości, jak i w czasie odwiedzin w szpitalach. Tych spotkań nie zaniedbał także wtedy, kiedy sam podzielił los ludzi cierpiących. Może właśnie dlatego był dla świata tak bardzo wiarygodnym nauczycielem cierpienia, ponieważ sam tego cierpienia doświadczał. W świecie, w którym panuje kult zdrowia i młodości, Ojciec Święty nie ukrywając swego cierpienia i starości, znalazł jeszcze jeden sposób świadczenia o Bożej miłości, „która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje”.</p>
<p>Błogosławiony papież Jan Paweł II – zostawił nam wiele zapisanych stron o cierpieniu. Najważniejszym jednak dokumentem jego nauczania w tym zakresie pozostaje list apostolski „Salvifici doloris” (Zbawcze cierpienie) – o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia”. Trudno przecenić jakikolwiek fragment tego dokumentu, ale dzisiejszy człowiek, tak bardzo nastawiony na konsumpcję, wygody i „branie z życia” jak najwięcej dla samego siebie, chyba najbardziej powinien pochylić się nad tym jego fragmentem, w którym Jan Paweł II stwierdza, że cierpienie w świecie jest obecne po to, „ażeby wyzwalać w człowieku miłość, ów jakże bezinteresowny dar z własnego „ja” na rzecz innych ludzi, ludzi cierpiących. Świat ludzkiego cierpienia przyzywa niejako bez przystanku inny świat: świat ludzkiej miłości – i tę bezinteresowną miłość, jaka budzi się w jego sercu i uczynkach, człowiek niejako zawdzięcza cierpieniu”.</p>
<p>Żródło i całość tekstu: <a href="http://prasa.wiara.pl/doc/895582.Jan-Pawel-II-i-cierpienie" target="_blank" data-saferedirecturl="https://www.google.com/url?hl=pl&amp;q=http://prasa.wiara.pl/doc/895582.Jan-Pawel-II-i-cierpienie&amp;source=gmail&amp;ust=1505318377261000&amp;usg=AFQjCNEXE5z6tuLtUr6T_7FMeSyt5XkFyg">http://prasa.wiara.pl/doc/<wbr />895582.Jan-Pawel-II-i-<wbr />cierpienie</a></p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Krok 4</title>
		<link>https://www.emmanuel.info.pl/krok-4/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wspólnota Emmanuel]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 Sep 2017 09:02:06 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Małe Kroki]]></category>
		<guid isPermaLink="false">/?p=10962</guid>

					<description><![CDATA[Pan Jezus nie tylko się do nas przyłącza jak do uczniów z Emaus ale jednocześnie zniża się, i w ten sposób, będąc Bogiem może być blisko nas. Chcemy Go poznawać, uczyć się jak być blisko Niego, bardziej Go kochać, ufać Mu, a kiedy tracimy z oczu  – szukać Go na nowo. Na najbliższy czas proponuję [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Pan Jezus nie tylko się do nas przyłącza jak do uczniów z Emaus ale jednocześnie zniża się, i w ten sposób, będąc Bogiem może być blisko nas.</p>
<p id="m_1818152664661094491">Chcemy Go poznawać, uczyć się jak być blisko Niego, bardziej Go kochać, ufać Mu, a kiedy tracimy z oczu  – szukać Go na nowo. Na najbliższy czas proponuję na medytację tekst z traktatu św. Ambrożego:</p>
<p><i>Chrystus przechodzi przez drzwi zamknięte i nie zawiedzie, bo obiecał, że przyjdzie. Pochwyć więc Tego, którego szukałaś, zbliż się do Niego, a On cię oświeci. Przytrzymaj Go i proś, by nie odchodził, by nie oddalał się od ciebie. Niełatwo da się uchwycić Słowo Boże, umyka ospałym i opieszałym. Wyjdź Mu więc naprzeciw, podążaj śladami Słowa przychodzącego z niebios, bo “mknie Ono szybko”. A w jaki sposób Chrystus da się pochwycić? Nie uchwycą Go żadne sieci, ale więzy miłości, i tylko więź ducha i serce oddane zdolne są Go przytrzymać. Jeżeli pragniesz pochwycić Chrystusa, szukaj Go bez przerwy, nie obawiaj się trudu. I bywa tak, że najpełniej się Go znajduje wśród kaźni, pod ręką prześladowców. A gdy z tych rąk się wydzierasz, Chrystus wychodzi ci na spotkanie i nie dozwala, byś uległa mocom tego świata w przedłużającej się próbie. Gdy w ten sposób szukasz i wzywasz Chrystusa, nie będziesz opuszczona, ale Go spotkasz, a On będzie cię nawiedzał.</i></p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Krok 3</title>
		<link>https://www.emmanuel.info.pl/krok-3/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wspólnota Emmanuel]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 Sep 2017 09:01:04 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Małe Kroki]]></category>
		<guid isPermaLink="false">/?p=10959</guid>

					<description><![CDATA[Pan Jezus nie tylko się do nas przyłącza jak do uczniów z Emaus ale jednocześnie zniża się, i w ten sposób, będąc Bogiem może być blisko nas. Chcemy Go poznawać, uczyć się jak być blisko Niego, bardziej Go kochać, ufać Mu, a kiedy tracimy z oczu  – szukać Go na nowo. Na najbliższy czas proponuję [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Pan Jezus nie tylko się do nas przyłącza jak do uczniów z Emaus ale jednocześnie zniża się, i w ten sposób, będąc Bogiem może być blisko nas.</p>
<p id="m_1818152664661094491">Chcemy Go poznawać, uczyć się jak być blisko Niego, bardziej Go kochać, ufać Mu, a kiedy tracimy z oczu  – szukać Go na nowo. Na najbliższy czas proponuję na medytację tekst z traktatu św. Ambrożego:</p>
<p><i>Chrystus przechodzi przez drzwi zamknięte i nie zawiedzie, bo obiecał, że przyjdzie. Pochwyć więc Tego, którego szukałaś, zbliż się do Niego, a On cię oświeci. Przytrzymaj Go i proś, by nie odchodził, by nie oddalał się od ciebie. Niełatwo da się uchwycić Słowo Boże, umyka ospałym i opieszałym. Wyjdź Mu więc naprzeciw, podążaj śladami Słowa przychodzącego z niebios, bo “mknie Ono szybko”. A w jaki sposób Chrystus da się pochwycić? Nie uchwycą Go żadne sieci, ale więzy miłości, i tylko więź ducha i serce oddane zdolne są Go przytrzymać. Jeżeli pragniesz pochwycić Chrystusa, szukaj Go bez przerwy, nie obawiaj się trudu. I bywa tak, że najpełniej się Go znajduje wśród kaźni, pod ręką prześladowców. A gdy z tych rąk się wydzierasz, Chrystus wychodzi ci na spotkanie i nie dozwala, byś uległa mocom tego świata w przedłużającej się próbie. Gdy w ten sposób szukasz i wzywasz Chrystusa, nie będziesz opuszczona, ale Go spotkasz, a On będzie cię nawiedzał.</i></p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Krok 2</title>
		<link>https://www.emmanuel.info.pl/krok-2/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wspólnota Emmanuel]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 Sep 2017 08:58:59 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Małe Kroki]]></category>
		<guid isPermaLink="false">/?p=10957</guid>

					<description><![CDATA[Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. Choć jeszcze nie ma słowa na języku: Ty, Panie, już znasz je w całości. Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę. (Ps 139, [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><b><i>Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. Choć jeszcze nie ma słowa na języku: Ty, Panie, już znasz je w całości. Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę. (Ps 139, 1-5)</i></b></p>
<p>W pierwszym “małym kroku” w towarzystwie św. Teresy z Lisieux razem zastanawialiśmy się nad tym jaka była nasza dotychczasowa droga, być może niektórzy nadal w sercu to rozważają. Jest to oczywiście propozycja do rozważenia – włączenia w naszą codzienną modlitwę (czas adoracji, modlitwy wieczornej a może dłuższej podróży czy drogi do pracy itp.)</p>
<p id="m_8872645839775682950">Kawałek życia za nami – nasz Pan „zna je już w całości” ale my tego tak nie widzimy. Część tej drogi być może przeżyliśmy bez głębszej świadomości Jego obecności i troskliwej opieki; a od jakiegoś etapu świadomie, za sprawą osobistej decyzji – czy to w momencie zwrotnym takim jak nawrócenie lub stopniowo poznając Go i postępując w zaufaniu.</p>
<p id="m_8872645839775682950">Pan Jezus spotyka nas tam gdzie jesteśmy. Przyłącza się do nas tak jak do uczniów z Emaus, którzy początkowo szli w kierunku zupełnie przeciwnym do Jerozolimy, a więc także z daleka od krzyża. To spotkanie (oczywiście „w  drodze”), obecność Pana Jezusa, Jego słowa, całkowicie ich zmieniło – nie tylko odwróciło kierunek ich wędrówki ale przyspieszyło także ich kroki. Natychmiast wracają do miejsca, które jeszcze niedawno było dla nich miejscem porażki. Pan Jezus wie czego nam potrzeba i właśnie to nam daje. Czasem jest to nowy impuls, światło, a innym razem łaska wiernego trwania przy Nim pomimo wszystko.</p>
<p id="m_8872645839775682950">Jako propozycję do kolejnej medytacji na najbliższy czas proponuję słowa Benedykta XVI.</p>
<p><i>Im więcej kroków z Nim przemierzamy, im większą w ciemnościach niezrozumienia pokładamy w Nim ufność, tym bardziej się przekonujemy, że właśnie ten Bóg, który nas, wydawałoby się, gnębi, jest prawdziwie Kochającym. Możemy się nań zdać bezwarunkowo. Im głębiej zejdziemy w ciemność niezrozumienia, pokładając w Nim ufność, tym bardziej Go odnajdziemy; odnajdziemy miłość i wolność, która przeniesie nas przez wszystkie ciemności.</i></p>
<p id="m_8872645839775682950"><i></i>Benedykt XVI</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Krok 1</title>
		<link>https://www.emmanuel.info.pl/krok-1/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wspólnota Emmanuel]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 Sep 2017 08:57:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Małe Kroki]]></category>
		<guid isPermaLink="false">/?p=10954</guid>

					<description><![CDATA[Misja Chwalebnego Krzyża to powołanie do radości. Misję tę mogą podejmować osoby (…) przeżywające cierpienia oraz wewnętrzne lub zewnętrzne trudności z powodu długotrwałej choroby, niepełnosprawności własnej lub bliskich. Ich doświadczenia zostają przemienione za sprawą Chwalebnego Krzyża Chrystusa, stając się źródłem promieniowania radością Zmartwychwstania. Przez ofiarowanie swoich cierpień, bracia i  siostry jednoczą się z  Chrystusowym zwycięstwem [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><i>Misja Chwalebnego Krzyża to powołanie do radości. Misję tę mogą podejmować osoby (…) przeżywające cierpienia oraz wewnętrzne lub zewnętrzne trudności z powodu długotrwałej choroby, niepełnosprawności własnej lub bliskich. Ich doświadczenia zostają przemienione za sprawą Chwalebnego Krzyża Chrystusa, stając się źródłem promieniowania radością Zmartwychwstania. Przez ofiarowanie swoich cierpień, bracia i  siostry jednoczą się z  Chrystusowym zwycięstwem nad grzechem i śmiercią. Są oni powołani do tego, by w uwielbieniu pełnym wiary, nadziei i miłości, składać siebie w darze, na chwałę Bożą. Przez radosne ofiarowanie siebie wraz z Jezusem dają świadectwo swojej pewności, że Bóg ich kocha. </i></p>
<p>Powyższy cytat to pierwszy punkt rozdziału o Chwalebnym Krzyżu z naszego Zwyczajnika, który streszcza czym jest powołanie, które wspólnie rozważamy i chcemy na nie odpowiadać. Poprzez wyrażenie, że <b>doświadczenia człowieka zostają przemienione za sprawą Chwalebnego Krzyża Chrystusa</b>, możemy się domyślać, że dzieje się to wówczas gdy ma on za sobą przebytą jakąś drogę i z pewnością nie idzie nią sam. Człowiek sam z siebie nie miałby tej radości, gdyby nie zaczerpnął jej od Zmartwychwstałego Pana. Jest to droga zaufania, którego uczymy się przez całe życie, a żeby zaufać musimy też poznać Tego, do którego się zwracamy – <i>poprzez nawiązanie wspólnoty z Tym, który poniósł ciężar nas wszystkich</i> (Benedykt XVI).</p>
<p id="m_-5704692839792900054">Droga każdego człowieka jest inna, nawet gdy doświadczenia wydają się całkiem podobne, to inaczej je przeżywamy – każdy w relacji osobistej z Panem Jezusem. Pierwszy “mały krok” to zachęta aby rozważyć na modlitwie, przed Panem Jezusem i po prostu zobaczyć jaka dotąd była moja droga: co się zmieniło, jakich cudów Jezus dokonał w moim życiu, w jakim miejscu jestem teraz, co nadal jest trudne – by odkrywać do czego Pan Jezus mnie wzywa…</p>
<p id="m_-5704692839792900054">Z pewnością powołanie do akceptacji i ofiarowania swoich cierpień nie dokonuje się z dnia na dzień, ale wymaga czasu i dokonuje się etapami (przekazane przez odpowiedzialnych za Chwalebny Krzyż – Bruno i Helene):</p>
<p id="m_-5704692839792900054">– Niedowierzanie</p>
<p>– Bunt/zaprzeczanie</p>
<p id="m_-5704692839792900054">– Targowanie się</p>
<p id="m_-5704692839792900054">– Smutek</p>
<p id="m_-5704692839792900054">– Akceptacja</p>
<p id="m_-5704692839792900054">– Ofiara</p>
<p id="m_-5704692839792900054">Etapy te można je przeżywać w każdym cierpieniu z którym się konfrontujemy (także np.. w rodzinie) ale nie wszystkie etapy muszą być doświadczane (to zależy od osoby) także ich kolejność nie musi być zawsze zachowana. Można też doświadczać w tych etapach „drogi tam i z powrotem”.</p>
<p id="m_-5704692839792900054">Poniżej także propozycja na małą medytację – fragment tekstu św. Teresy z Lisieux, tak bliskiej naszej Wspólnocie, i przez to wydaje się również odpowiednią przewodniczką na drodze „małych kroków”.</p>
<p><i>Być Twoją małżonką, o Jezu, być karmelitką, być, przez moje zjednoczenie z Tobą, matką dusz; to powinno mi wystarczyć. Ale tak nie jest. Bez wątpienia, te trzy przywileje są moim powołaniem – karmelitka, małżonka i matka – jednakże czuję we mnie inne powołania… Czuję potrzebę, pragnienie dokonania dla Ciebie, Jezu, czynów najbardziej heroicznych… Pomimo mej małości chciałabym oświecać dusze jak prorocy czy mędrcy; mam powołanie bycia apostołem. Chciałabym przebiegać ziemię, głosić Twoje imię i zatknąć na niewiernej ziemi Twój chwalebny Krzyż. Ale, o mój Umiłowany, jedna misja mi nie wystarczy. Chciałabym w tym samym czasie głosić Ewangelię w każdym zakątku świata, aż na wyspach najbardziej odległych. Chciałabym być misjonarzem nie tylko przez kilka lat, ale od początku stworzenia świata i aż do końca… O mój Jezu! Co odpowiesz na te wszystkie moje szaleństwa? Znajdziesz duszę mniejszą i słabszą niż moja? </i></p>
<p><i>A jednak, ze względu na moją słabość, spodobało Ci się, Panie, spełnić moje dziecięce pragnienia, i dzisiaj chcesz spełniać inne pragnienia, większe niż wszechświat… Zrozumiałam, że miłość mieści w sobie wszystkie powołania, miłość jest wszystkim, ogarnia wszystek czas i każde miejsce; jednym słowem, jest wieczna… Moje powołanie, nareszcie je znalazłam. Moim powołaniem jest miłość. </i></p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
